Od kilku lat w Nowym Jorku obowiązuje zakaz jazdy e-rowerami, ale policja nie radzi sobie z egzekwowaniem przepisów. Władze miasta podniosły ostatnio kary pieniężne za łamanie zakazu. Zwolennicy rowerów z doładowaniem elektrycznym proponują natomiast zliberalizowanie prawa i ograniczenie zakazu tylko do chodników.

Nowojorska policja (fot. pburka / Flickr.com CC BY 2.0)

Nowojorska policja (fot. pburka / Flickr.com CC BY 2.0)

W czym w ogóle tkwi problem? Rowerów elektrycznych często używają np. restauracje oferujące dowóz jedzenia do klienta. Jak wiadomo, zależy im na czasie, więc nietrudno o dużą prędkość i wypadki… Z drugiej strony, ulice aglomeracji są zazwyczaj zakorkowane, zatem trudno się dziwić firmom, dla których punktualna dostawa towaru jest rzeczą kluczową, że z e-rowerów korzystają.

Jak podaje „New York Post”, w obecnym roku władze Nowego Jorku podniosły wysokość grzywny za łamanie zakazu z dotychczasowych 500 do 1000 dolarów. Rada miasta przyznaje, że najwięcej kłopotów sprawiają różnego rodzaju kurierzy. Ilość skarg na jazdę „zwykłych” e-rowerzystów jest tymczasem aż kilkukrotnie mniejsza.

Z łapaniem osób jeżdżących na e-rowerach nie potrafi sobie poradzić nowojorska policja (NYPD), która z reguły po prostu rezygnuje z ich ścigania.

Z ciekawą propozycją zmian wyszła z kolei część środowiska rowerowego. Fani e-rowerów postulują zniesienie całkowitego zakazu jazdy i ograniczenie go tylko do jazdy po chodnikach. Taka liberalizacja mogłaby – jak twierdzą – znacznie zmniejszyć liczbę wypadków.